|
W tym roku długi weekend udał się nadzwyczajnie. Po przejściu frontu chłodnego warunki zrobiły się praktycznie w każdym zakątku Polski.
Wystarczy spojrzeć na zgłoszenia lotów na serwerze www.xccomp.org w dniach 1-4 maja. W sumie w tych dniach w
Polsce przeleciano 5285,9 km w 112 lotach. Średnia długość lotu wyniosła 47,2 km.
Moim osobistym sukcesem jest zamknięcie trasy docelowej 89 km.
Decyzja o miejscu gdzie będę latał zapadła dość późno. Nie przeszkodziło to jednak w szybkim zebraniu się i sprawnym przemieszczeniu na lotnisko.
Do wyboru miałem trzy miejscówki: Srebrną Górę, Kłodzką Górę i Legnicę. Dwie pierwsze to startowiska w górach. Kierunek wiatru w ten dzień zapowiadany
był z NE. Wybór padł jednak na Legnicę i start z holu.
Na lotnisko dotarłem przed 13:00. Tuż po niej byłem oszpejony i czekałem na swoją kolej. Trasę przelotu miałem zaplanowaną już tydzień wcześniej, ale
wtedy warunki nie pozwoliły na jej zamknięcie. Start bez problemów jednak wysokość holu nie była powalająca. Wyczepiłem się po 360 m holu (500 m n.p.m).
Powodem tak niskiego holu był komin stojący na przeciwnym końcu pasa. Jednak to on właśnie pozwolił mi wjechać w podstawę na wysokości 1900 m n.p.m po 15 min kręcenia.
Wtedy dotarło do mnie, że to jest właśnie "ten dzień". Zrobienie pierwszych trzech chmur było tylko rozgrzewką przed tym co mnie czekało.
Kryzys termiczny zaczął się w okolicach Złotoryi na 30 km trasy. Lecąc około 10 km od ostatniej podstawy nie napotkałem żadnego noszenia.
Przede mną był spory cumulus jednak poza moim zasięgiem. Dookoła niebiesko, tylko małe kłaczki. Nie miałem żadnego pomysłu jak utrzymać się w powietrzu.
Zacząłem nerwowo rozglądać się za najlepszym miejscem do lądowania. Kątem oka zobaczyłem dwóch "profesorów" kręcących ok 600 m ode mnie nad lasem.
To była moja ostatnia szansa zabrania się z powrotem na przyzwoitą wysokość. Kręciłem wszystkie pierdy jakie napotkałem. Komin był mocno pochyły z powodu
nasilającego się wiatru. W noszeniach poniżej 1,5 m/s wyjechałem na 1000 m. Dobiłem jeszcze 500 i postanowiłem przeskoczyć do Cu który był wcześniej nie do
zaliczenia. Nad Lwówkiem Śląskim znowu poczułem przyjemny chłód Cumulusa. Miejsce mojego planowanego lądowania zbliżało się coraz bardziej, bylem już w połowie
drogi po ponad 2 godzinach lotu. Niebo zaczęło pokrywać się chmurami, jednak były coraz bardziej wypłaszczone. Wiedziałem że koniec termiki zbliża się wielkimi
krokami. Byłem w okolicach Lubania, skąd miałem śliczną panoramę Karkonoszy. Kryzys miałem za sobą, mogłem więc spokojnie podziwiać widoki.
Widziałem już przed sobą jezioro do którego muszę dolecieć. Zostało mi 17 km i 2000 m wysokości. Wtedy podjąłem decyzję o dolocie.
Z prędkością ok 55 km/h względem ziemi dolot zakończyłem 600 m nad celem. Po drodze zrobiłem kilka zwitek dla pewności.
Lądowałem 500 m od domu mojej rodzinki, czym spowodowałem wielkie poruszenie we wsi. Chmara dzieci, sąsiedzi, gratulacje z niedowierzaniem ...
Serdecznie dziękuję Rysiowi i Robertowi za bezpieczną windę oraz Mecikowi za zwózkę.
Zdjęcia z tego dnia tutaj
|